Paryskie uliczki, mydło i skóra.
Ostatnio robiłam zdjęcia bez chwili oddechu. Kocham ten stan, kiedy myślę kadrami, patrzę na wszystko uważniej, szczegółowo. Ale chyba potrzebuję odpoczynku.
Za nieco ponad tydzień wylatuję do Francji. Za 10 dni zobaczę znów moją miłość – mój Paryż.
Znów z przyjemnością się tam zgubię…
Tam jest moje miejsce na świecie. Tam chciałabym się gubić każdego dnia, każdej godziny, każdej minuty.
Nie mogę się doczekać.





A tak oprócz tego, to dzięki przewspaniałej June - która jest zarówno inspiracją fotograficzną, jak i muzyczną – odkryłam coś niesamowicie pięknego. Głos lepki jak miód, fortepian i elektronika. Płyta nieco ciężka, łączy ze sobą momentami skrajne przeciwieństwa. Anja Plaschg uwodzi swoim głosem, powoli i delikatnie, by po chwili zacząć skrzeczeć papuzim krzykiem w akompaniamencie fortepianu i specyficznej elektroniki.
Polecam z całego serca.
Wtapiam się w fotel, kiedy tego słucham.
Za chwilę przyjdzie mi na ratunek jedna z moich modeleczek i jej wino domowej roboty, więc wieczór będzie dobry.
Dobranoc, kochani.
