Skrót.
Było lato. Słońce, ciepło, brat i bratowa, moja V i mój Paryż. W tym roku jedynie utwierdziłam się w przekonaniu, że TAK, to jest moje miejsce na ziemi.
Spędziłam tam kolejny cudowny miesiąc mojego życia i na prawdę nie chciałam wracać. Zdjęcia w znacznej ilości na Facebooku, więc tu tylko kilka dla upamiętnienia.
Po powrocie już wszystko poleciało jak lawina. Chora i wkurzona, przywalona studiami, ponownie chora i jeszcze bardziej wkurzona, a teraz na etapie podwójnego przywalenia studiami.
W międzyczasie objawił się jeszcze kurs francuskiego, na którym mi cholernie zależało, jednak jak wspomniałam życie mi nie sprzyja, więc sporo udało mi się opuścić i chyba nie ma dla mnie większego sensu ciągnięcie tego dalej w tej chwili. Wrócę do tego po tym roku albo (co bardziej prawdopodobne) po zrobieniu licencjatu.
Byłam przez ostatnie miesiące trochę nieaktywna fotograficznie, ale pora się za siebie zabrać. Jutro mała sesja na rozgrzewkę i do pracy wracam z jeszcze większym zapałem, niż wcześniej.
I dokończę wreszcie planowanie wystawy, przerwane moim paskudnym choróbskiem. Nie, to nie była świńska grypa.
Paryż 2009 z przewspaniałą ekipą – nieokrzesane dziecko szczęścia V oraz uroczy Ryan który przyjechał do nas z UK.


















[...] Poza tym wszystkim był jeszcze wspomniany Paryż… [...]